niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 24 -Znowu razem

Rozalia wyszła z pokoju Beili skierowała się w stronę kuchni by powiedzieć Chrisowi żeby na razie nie chodził do pokoju Beili, bo ona musi odpocząć i wyszła z domu. W szybkim tępię szła do szkoły, by spotkać Nata i mu nagadać, chociaż nadal się zastanawiała co go skłoniło do takiego wyboru. Po dojściu do szkoły białowłosa skierowała się od razu do pokoju gospodarza, w którym znajdował się chłopak. Weszła do środka z wielkim hukiem, otworzyła buzie by zacząć na niego wrzeszczeć, ale zobaczyła w jakim jest stanie, więc się wycofała z pomysłu wrzeszczenia. Podeszła do niego i usiadła na krześle obok niego.
-Powiesz mi co się stało, że tak postąpiłeś wobec Beili? –odparła patrząc na niego zmartwiona.
-Nic się nie stało, nie wiem o czym mówisz, chce zostać sam i stąd lepiej. –położył głowę na swoich rękach.
-Wiem co jest, więc chce byś mi wytłumaczył czemu tak postąpiłeś? – Nat zacisną łańcuszek który, trzymał w ręce, ze łzami w oczach.
-Nie ma o czym mówić i tak nic nie zrobisz. –schował twarz w dłoniach.
-A żebyś wiedział, że zrobię tylko musisz mi powiedzieć. –szarpnęła go za rękę by na nią spojrzał.
-Nie, idź stąd natychmiast. –wrzasną na nią uderzając rękami w stół.
Rozalia z szokiem na twarzy spojrzała na Nata, jego wybuch agresji nie był do niego podobny, więc wyszła, postanowiła wrócić tu po lekcjach by spróbować z nim pogadać jeszcze raz o tym, tylko na spokojnie. Na lekcjach nie mogła się skupić ta cała sytuacja nie dawała jej spokoju, dlaczego tak dobrana para musi być osobno i to pewnie nie z ich winy bo się kochają.
Gdy usłyszała dzwonek oznaczający koniec zajęć wybiegła z klasy i skierowała się do pokoju gdzie znajdował się Nathaniel. Weszła do środka i zamknęła drzwi na klucz by Nat nie uciekł od rozmowy, więc schowała klucz do kieszeni.
-Rozalia co ty wyprawiasz, oddawaj klucz i idź sobie stąd natychmiast. –powiedział to poirytowany trzymając w ręku jakieś dokumenty.
-Chce wiedzieć dlaczego zerwałeś z Beili skoro cię to tak bardzo boli, tak samo jak ją? Wiesz jak ona przez ciebie cierpi palancie, chce sprawić by wszystko się ułożyło, ale ty nie chcesz mi nic powiedzieć, chce wam pomóc, a ty nie chcesz tego, nie chcesz być szczęśliwy? –powiedziała to z podniesionym głosem, nie mogła tego znieść, że Nat udaje, że wszystko jest dobrze skoro ona widzi, że nie jest.
-Chce być szczęśliwy, nie chce by przeze mnie cierpiała, nie chce na to patrzeć, nie chce sprawiać jej bólu, nie chce by płakała, nie chce żeby…przestała mnie kochać. –upadł na sofę załamany, rozrzucając po pokoju dokumenty które trzymał w swoich rękach. Sam już nie wiedział co o tym myśleć, bardzo ją kochał, ale nic nie może na to poradzić.
-To powiesz mi w końcu. –usiadła obok niego, omijając leżące papiery w okuł nich.
-Tak. - chłopak wstał i podszedł do biurka z którego wyciągną naszyjnik, który tak bardzo ją mu przypominał, jej uśmiech, jej zapach, jej dotyk, jej pocałunek, przypominał wszystko co w niej kochał i zaczym tęsknił czego tak bardzo pragną mieć przy sobie.
-Więc słucham. –spojrzała na niego białowłosa z troską w oczach, a Nat z powrotem usiadł koło niej patrząc na łańcuszek.
-Amber powiedziała to, że jestem z Beili ojcu oberwało mi się i musiałem z nią zerwać, gdyż ojciec kazał Amber minie przypilnować bym z nią skończył i więcej nie miał z nią nic wspólnego, bo inaczej by zemną było marnie i nie wiem czy kiedykolwiek potem bym ją zobaczył, zadowolona, nie zmienisz mi rodziny. –jeszcze mocniej zacisną łańcuszek w swojej ręce, zaciskając oczy by nie wyszła z nich ani jedna kropla łzy.
Przez chwile trwała cisza Roza nad tym wszystkim myślała, aż w końcu wpadła na pomysł.
-Wstawaj idziemy. –podniosła się z kanapy i podała mu rękę by też wstał.
-Po co? –spojrzał na nią lekko zdezorientowany, nie wiedział o co może jej chodzić.
-Do Beili wszystko jej wyjaśnimy. –uśmiechnęła się do niego ciepło i podała mu rękę by wstał za nią.
-Ty oszalałaś, jak Amber się dowie, że znowu ze sobą jesteśmy to powie ojcu, a jak dobrze wiesz on mnie w tedy żywcem zakopie. –lekko z niej zadrwił, uważał to za głupi pomysł, bo nawet jak powie wszystko Beili to i tak nie będzie jak dawniej.
-Nie, chodź, Amber nie musi o niczym wiedzieć i przesadzasz z tym ojcem. –otworzyła drzwi gdy Nat w końcu podniósł się z kanapy.
-Nie, ty go nie znasz, nie uznaje jakiej kolwiek rozrywki, jego zdaniem mam mieć najlepsze oceny, skończyć wyższe studia i w tedy ewentualnie mogę poszukać sobie jakiejś dziewczyny, ale to pod warunkiem, że będę mieć własną firmę. – spojrzał na Rozalie ze skrzywioną miną, a  Roza otworzyła szeroko oczy.
-No nie zmienisz go, ale w sekrecie możesz mieć dziewczynę, nie powiemy nic Amber, a w szkole po prostu siebie unikajcie dopiero po lekcjach się spotkajcie jak w szkole nikogo nie będzie. Dobra chodź, bo za dużo gadamy, a za mało robimy. –wyszła na korytarz, a Nat chwile się zastanowił, bo nie był za bardzo przekonany, ale kto nie ryzykuje ten nie zyskuje i wstał z sofy zabrał najpotrzebniejsze rzeczy oczywiście łańcuszek też i z uśmiechem wyszedł ze szkoły z Rozalią.
W tym samym czasie gdy Rozalia i Nat szli do domu Beili, przyszedł do Chrisa Kass.
-Hejka Chris, Beili już wróciła ze szkoły? –wszedł do kuchni, kochał ją i chciał wiedzieć czy jest bezpieczna czy przede wszystkim jest szczęśliwa.
-Nie, nawet nie poszła do szkoły, bo źle się czuła. –gdy Kastiel to usłyszał od razu skierował się na górę, wiedział, że jest coś nie tak wiedział, że to nie przeziębienie tylko to jest spowodowane przez blondasa.
Chris nawet go nie zatrzymywał, bo wiedział, że chce dobrze, dla niej tylko się uśmiechną pod nosem i wrócił do swojej poprzedniej czynności.
Kastiel lekko uchylił drzwi do pokoju blondynki i wszedł po cichu, ale dziewczyna nie spała.
-Idź stąd sobie, chce być sama. –blondynka nie wiedziała kto wchodzi myślała, że to Chris, więc tak powiedziała.
-Nie. –Kastiel już dobrze myślał co jest grane.
Dziewczyna nie zaprzeczyła, bo wiedziała, że i tak nie wyjdzie, gdyby wiedziała, że to on to pewnie by udawała, że śpi bo teraz  wiedziała, że kapną się o co chodzi.
Chłopak wszedł do środka zamykając drzwi, podszedł do łóżka i zastał ją całą zapłakaną. Ten widok go przeraził i jednocześnie zdenerwował gdyby teraz Nat stał obok niego to żywy by już nie był, gdyż obiecał sobie, że nie pozwoli nikomu jej skrzywdzić, a szczególnie temu debilowi w blond czuprynie. Kastiel podniósł kołdrę i położył się koło Beili. Beili właśnie teraz potrzebowała czyjejś miłości, więc gdy Kastiel przykrył siebie kołdrą od razu blondyna przytuliła się do jego klatki piersiowej on tylko zamkną ją w swoich ramionach i pozwolił jej się wypłakać i pozwolił jej poczuć się przez niego kochana. Kastiel przytulał ją mocno chciał zabrać od niej to całe cierpienie by była szczęśliwa, ale nie mógł.
Po kilku minutach zauważył, że Beili usnęła w jego ramionach, więc pocałował ją w czoło i wyszeptał w jej włosy:
-Kocham cię mała. -chciał  powoli i delikatnie wyjść z łóżka, ale ona nie spała i słyszała wszystko i złapała go za koszulkę by nie wychodził i została z nią dłużej, kochała go tak kochała, ale tylko jak brata nie wie czy to się zmieni czy nie, ale chciała by teraz przy niej był jak najdłużej, więc Kastiel ułożył się koło niej dokładnie z nią w ramionach. Po jakimś czasie jej uścisk na jego koszulce się rozluźnił to oznaczało, że usnęła więc delikatnie  wyszedł z łóżka po cichu otworzył drzwi z jej pokoju i wyszedł po czym ukazał mu się na dole Nat i Rozalia z opanowaniem zszedł na dół.
-I jak Beili? –zapytał Chris, z lekkim uśmiechem.
-Usnęła. –zbliżał się powoli do Nathaniela i Rozalii.
Gdy staną naprzeciw niego zadał mu cios z pięści w twarz.
-To od Beili dla CIEBIE. –ostatnie słowo podkreślił, złapał go za koszule za nim upadł na ziemie i powiedział szeptem mu do ucha. –Nie pozwolę jej skrzywdzić nikomu, a zwłaszcza tobie. -Po czym puścił go i wyszedł z mieszkania musiał zapalić i odreagować.
Nat obejrzał się za nim ze zdziwieniem trzymając się za obolały policzek, a Rozalia i Chris stali trochę zmieszani, nie nadążyli nad tym co się stało przed chwilą. Rozalia pierwsza się ocknęła i pociągnęła Nata za sobą na górę, do pokoju blondynki, zostawiając bez wyjaśnień Chrisa.
Otworzyła po cichu drzwi, ale i tak obudziła blondynę, która pomyślała, że to Kastiel i się nie odezwała bo wiedziała, że bez niczego przyjdzie i ją przytuli. Ale gdy zobaczyła biały kosmyk od razu się podniosła do pozycji siedzącej.
-Roza co ty tu robisz? –Beili wolała by teraz Kastiela no, ale to przyjaciółka i też pewnie jej jakoś pomoże.
-Przyszłam z gościem, który się musi wytłumaczyć. –spojrzała za siebie, a tam stał Nat, akurat go nie chciała dziś widzieć, ani słyszeć.
-Co on tu robi niech sobie stąd pójdzie nie chce go widzieć w tej chwili. –syknęła w stronę Nata, kochała go i to bardzo, ale w tej chwili sprawiał jej za dużo bólu samą osobą.
-Nie bo musicie sobie coś wyjaśnić. –chwyciła blondynkę za ramiona, i spojrzała jej w oczy tak by zrozumiała jej przekaz o co dokładnie jej chodzi.
-Co? Ale nie ma co tu wyjaśniać wszystko jasne, chce to jakoś przetrwać i potem będzie dobrze, teraz sobie pójdźcie oboje i jak byś mogła to zawołaj Kassa. –Beili położyła się z powrotem. Gdyż czuła swoje łzy na policzkach jednocześnie chciała by został, ale z drugiej strony nie.
Nat ruszył załamany i zrezygnowany wiedział, że nie jest teraz tu mile widziany gdyż zauważył ile w tej jednej chwili jego osoba sprawiła jej bólu, więc ruszył w kierunku wyjścia, ale Rozalia go zatrzymała.
-Gdzie ty się wybierasz? –złapała go za rękę lekko zdenerwowana.
-Beili nie chce mnie widzieć, więc lepiej jak pójdę. – opuścił głowę, chciał już odejść bo także sam sobie sprawia ogromny ból którego się nie dało uspokoić.
-I co, że tak powiedziała, więc ty zamknij te drzwi z powrotem, a ty nas wysłuchasz czy tego chcesz czy nie. Posadziła go na krześle naprzeciwko łóżka Beili.
-Beili posłuchaj on nie zerwał z tobą bo tak mu się chciało, tylko miał powód. -Wskazała ręką na blondyna dając mu znak, że ma jej wszystko powiedzieć.
Nat wszystko opowiedział Beili, a ona nie mogła w to uwierzyć. Patrzała na niego ze zdziwieniem i nie dowierzeniem, a także ze szczęśliwym sercem, gdyż okazało się, że na prawdę ją kocha nadal, siedziała pena radości, ale także nie mogła tak od razu rzucić mu się w ramiona, musiała to sobie wszystko dokładnie przemyśleć.
-Ja musze to przemyśleć, możecie mnie zostawić samą. A Nat tobie napisze SMS co na ten temat myślę jeszcze dziś wieczorem. –Beili ukradkiem się uśmiechnęła.
-Dobrze.  -podszedł do jej stolika nocnego i położył łańcuszek ten sam co go oddała mu.
Wyszli, a Beili nie  wiedziała co myśleć, bo wiedziała, że już nie będzie tak jak dawniej, ale chciał, chciał znowu go poczuć, przytulić się do niego jak kiedyś. Warunek był jeden zero czułości w szkole, to kiedy? Nie miała na to odpowiedzi, ale wiedziała, że zawsze znajdą dla siebie czas. Beili wzięła do ręki łańcuszek i zapięła go naszyj i przycisnęła go do swojej klatki. Po jakimś czasie do pokoju wszedł czerwono włosy.
-Nie mów mi, że wróciłaś do tego palanta? –staną nad nią, nie pewny jej odpowiedzi.
-Jeszcze nie. –uśmiechnęła się lekko i spojrzała na łańcuszek.
-To znaczy, że wrócisz? –otworzył szeroko oczy, miał nadzieje, że odpowie przeciwnie, że nie chce, miał nadzieje, że może w końcu do niego się przekona gdyż on zawsze jest obok niej jest o wiele lepszy od niego, a i tak Beili uważa go za gorszego nie wiedział czemu tak jest.
-Chyba tak. –spojrzała na łańcuszek na szyi jeszcze raz i zaraz na bransoletkę od Kassa w której widziała całą jego miłość do niej, ale nie potrafiła jej odwzajemnić, gdyż w jej sercu jest miejsce na Nathaniela.
-Myślałem, że nie jesteś głupia, ale się myliłem popełniasz gorsze błędy życiowe niż ja. –wyszedł z jej pokoju trzaskając drzwiami. Był wściekły gdyż on dla niej robi tyle zawsze przy niej jest, nie rani jej, no stara się, a co i tak Nat  zajmuje pierwsze miejsce, osoba która ją już tyle razy zraniła jest Bogiem, a ten który tego nie robi jest śmieciem. Prychną pod nosem i poszedł do siebie do domu nic nie mówiąc.
Beili była lekko zmieszana po słowach Kassa, ale szybko się ogarnęła i wzięła telefon do ręki napisała do Nata:
„Kocham Cię i zawsze będę, pamiętaj ;*”
Gdy to napisała położyła się i miała nadzieje, że zrozumiał o co jej chodziło przez tego SMS.


Witam wszystkich i jak się podoba rozdział ? Dodałam trochę więcej opisów, a jak za mało to w następnym postaram się jeszcze więcej napisać XD
A jak nowa muzyka może być? Czy byście woleli coś innego jak tak to napiszcie mi w komentarzach XD
Czekam na komentarze na temat rozdziału :D
Za niedługo zacznę pisać kolejny rozdział :P
Czekajcie cierpliwie ;*

wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział 23 -Amber i Melania współpracują

W szkole Beili i Nat często okazują sobie uczucie i to jeszcze na oczach Melani, ona w końcu nie wytrzymuje i szuka pomysłu by ich rozdzielić. Przez wszystkie lekcje w szkole rozmyślała, ale nic nie wymyśliła, więc chce poprosić o pomoc Amber bo, ona też Beili nie lubi.
-Amber. –po długim szukaniu Melania nareszcie znalazła Amber.
-Czego chcesz, widzisz, że jestem zajęta. –zarzuciła włosami do tyłu.
-Chce byś pomogła mi rozdzielić Nata i Beili. –spojrzała szatynka na Amber.
-Bardzo kusząca propozycja, ale chyba na razie sobie odpuszczę. –obróciła się tyłem do Melani.
-Proszę, to też pójdzie na twoją korzyść. –chwyciła ją za rękę.
-Ech…cały czas mnie kusisz, no dobra jeszcze nad tym pomyśle jutro ci odpowiem czy tak czy nie. –nie czekając na odpowiedź Melani blondyna poszła.
***
Na drugi dzień Melania czekała przed szkołą na przyjście blondynki, by się dowiedzieć czy jej pomoże.
Czekała trochę, aż nagle zobaczyła z dala blond kręcone włosy, pierwszy raz ucieszyła się na widok Amber.
-I co zgadzasz się? –zapytała nie pewnie Melania.
-Dobra niech ci będzie, to dziś po szkole w ogródku szkolnym. –minęła szatynkę i poszła.
Przez wszystkie lekcje Melania patrzyła się na Beili z chytrym uśmieszkiem, Beili trochę się zlękła więc na przerwie poszła do Nata mu o tym powiedzieć.
-Nat? –weszła do środka.
-Coś się stało? –podszedł do niej i ją przytulił.
-Przeczuwał coś złego. –spojrzała w oczy blondynowi.
-Może ci się tylko wydaje? –chłopak lekko się uśmiechną.
-Nie, przez wszystkie lekcje Melania dziwnie się na mnie patrzy i czuje, że coś złego się stanie. –wtuliła się w klatkę piersiową chłopaka.
-Ech…nie przejmuj się jak by co to wiesz gdzie jestem, przy mnie nic ci się nie stanie, obiecuje. –pocałował ją i podszedł do biurka z papierami.
-Wiem- odpowiedziała lekko się uśmiechając.
-Teraz cię przepraszam, ale musze te papiery zanieść dyrektorce. –Beili otworzyła mu drzwi, gdyż miał zajęte ręce i wyszli razem na korytarz.
Po lekcjach Melania poszła do ogrodu, gdzie miała spotkać i obgadać plan z Amber.
-Mela chodź ile mam na ciebie czekać. –Amber pociągnęła dziewczynę na koniec ogrodu, za dużym drzewem sobie usiadły.
-To tak, słuchaj Mela, bo nie będę się powtarzać. –zagroziła jej palcem.
-Dobrze. –kiwnęła głową.
-Mam taki plan ty musisz zaciągną Nata do piwnicy powiedzieć mu, że tam jest Beili i płacze z jakiegoś powodu, w tedy na pewno pójdzie by jej pomóc i musisz go tam przytrzymać tak długo aż, ja tam nie przyjdę, tylko jeszcze jedno jak tam wejdziecie to nie zapalaj światła.
-Czemu? –spytała.
-Właśnie chce dokończyć mój plan, ty tam wejdziesz z Nathanielem po ciemku i jak usłyszysz, że wchodzę z Beili w tedy zacznij go całować czy co kolwiek, w tedy ja zapalam światło i Beili zobaczy co się dzieje i koniec związku. –powiedziała to z uśmiechem.
-Świetnie to działamy jutro? –Wstała z ziemi.
-No jasne, to do jutra. –poszła przed siebie.
***
Następnego dnia, po kilku lekcjach Melania i Amber spojrzały na siebie porozumiewawczo i zaczynały urzeczywistniać swój plan.
-Nataniel! –krzyknęła do niego Melania jak go znalazła.
-Co się stało? –zmartwił się trochę.
-Chodzi o Beili, weszła do piwnicy, a tam nie ma prądu i chyba coś jej się stało bo usłyszałam krzyk. –mówiła to ze sztuczną maską smutku.
-To nie możliwe, idę tam. –od razu skierował się w stronę piwnicy.
-To ja pójdę z tobą. –poszła za nim z zadowoleniem, że łykną tą bajeczkę.
Teraz czas na ruch Amber.
Beili! –zawołała ją Amber.
-Co chcesz ode mnie? –z niesmakiem spojrzała na blondynę.
-Nataniel jest z Melanią w piwnicy, nie wiem co się tam dzieje, musisz tam iść. –powiedziała to  z przerażeniem.
-Amber znowu próbujesz ze mnie głupią zrobić? –lekko się tym przejęła.
-Naprawdę, no chodź sama zobacz. –pociągnęła ją za rękę w stronę piwnicy.
Amber weszła do piwnicy z Beili.
Czekaj, tylko światło zapale. – usłyszała glos Amber i skoczyła Melania na Nataniela, szybkim ruchem rozerwała mu koszulkę i go pocałowała,  w tym samym czasie Amber zapaliła światło, a Beili stanęła jak słup.
-A nie mówiłam. –powiedziała Amber z chytrym uśmieszkiem.
-To…to… -Beili po policzku zaczęły spływać łzy.
Beili obróciła się i wybiegła z piwnicy, ale Nat pobiegł za nią i ją złapał.
-Puszczaj mnie. –krzyknęła na niego.
-Nie, dopóki nie porozmawiamy. –zaciągną ją z powrotem do piwnicy wyganiając z niej Melanie i Amber.
-Co ty chcesz mi wyjaśniać, nie ma czego. – nadal leciały jej łzy.
-To było zaplanowane przez nie wiesz, proszę nie płacz. –zamkną ja w  swoich ramionach. –Mi Melania powiedziała, że w piwnicy nie ma światła, że ty tam jesteś i że coś ci się stało bo usłyszała twój krzyk. –zacisną ją w swoich ramionach bardziej.
-Amber powiedziała, że tam poszedłeś z Melanią,  powiedziała mi prawdę bo tak było. –chciała się uwolnić z jego ramion, ale było jej tak dobrze.
-Nie wierzysz mi, kocham tylko ciebie. –wytarł jej łzy z policzków.
-Ja ciebie też. –przytuliła się do niego ponownie.
-Więc wierzysz mi? –zapytał nie pewny.
-Tak. –pocałowała go.
Amber stała i podsłuchiwała o czym rozmawiają w tej piwnicy, jak usłyszała, że to nie wypaliło, nadal są razem, stwierdziła, że tym razem nie popuści i powie to swojemu ojcu i skończy się.
***
Nataniel nieświadomy niczego wraca do domu, w którym zastaje piekło przez swoją siostrę. Ojciec Nata uderzył go w twarz.
-Jak dowiem się od Amber, że nadal utrzymujesz jaki kolwiek kontakt z tą dziewuchą to popamiętasz mnie, więc radze ci by Amber wróciła jutro i powiedziała, że zrobiłeś to o co cię prosiłem rozumiesz? –stał z podniesioną ręką nad Natanielem jak by chciał go uderzyć jeszcze raz.
-Zrozumiałem. –Nataniel wstał z podłogi.
-Teraz zniknij mi z oczu. –poszedł do siebie do pokoju.
***
Na drugi dzień Amber przychodzi do szkoły w skowronkach i śledzi każdy krok swojego brata, by się dowiedzieć czy z nią zerwał.
Po lekcjach przyszła do pokoju gospodarza Amber.
-Nadal jej nie powiedziałeś, to jak teraz przyjdzie to to zrób, bo to ja tutaj mam teraz władze. – z uśmieszkiem minęła w drzwiach Beili.
Nat co się stało, że jesteś smutny? –przytuliła go blondyna.
-Beili…puść mnie i wyjdź  stąd. –opuścił głowę na dół.
-Nat czemu co się stało? –spojrzała na niego smutno.
-Nie rozumiesz…ja…ja już…cię…nie kocham –obrócił się tyłem gdyż spłynęła mu po policzku jedna łza.
-Co? To jakiś żart powiedz, że żartujesz? –Beili lekko się zmieszała chciała usłyszeć, że tylko żartował.
-Nie, spadaj stąd, zrywam z tobą, nie chce cię znać, widzieć i nie chce mieć nic z tobą wspólnego. –zacisną pięści w złości gdyż bardzo ją kochał i musiał jej powiedzieć tak bolesne słowa.
-Nat…ja…i tak będę cię kochać. –zaczęła płakać.
-Mam to gdzieś, ja ciebie nie, idź stąd w końcu. –sam zaczął płakać nie mógł tego wytrzymać, chciały by jak najszybciej sobie poszła, by więcej jej nie mówił raniących słów.
-To ja oddaje ci to. –w płaczu ściągnęła naszyjnik z diamencikiem który, dostała od niego i oddała mu go.
Wyszła stamtąd w płaczu i minęła zadowoloną Amber. A Nat wziął łańcuszek który, mu oddała i przycisną go do latki piersiowej. Beili pobiegła  w stronę parku by przyjść do baru ogarnięta, by nikt się nie zorientował, że płakała, że coś się stało. Szczególnie chciała to ukryć przed Kastielem, bo on by się kapną po jednym spojrzeniu na nią. Starała się jakoś pohamować łzy, ale nie potrafiła, męczyła się z tym przez godzinę, ludzie przechodzący obok zerkali na nią ze współczuciem. Po pewnym czasie udało jej się ogarnąć i poszła do baru. Cieszyła się, że nie ma Kastiela, bo na pewno zaraz by miała gadane, chociaż z drugiej strony potrzebowała kogoś takiego jak Kastiel.
Przez cały czas Beili starała się pracować z uśmiechem, ale Chris co jakiś czas na nią zerkał i wyczuwał, że jest coś nie tak. Gdy skończyli prace szli w ciszy do domu, lecz Chris się odezwał.
-Beili powiesz mi co się stało? –spojrzał na nią.
-Nic, spokojnie. –pokazała mu udawany uśmiech, gdyż wewnątrz siebie płakała i to bardzo.
-Ech…jak chcesz mi zawsze wszystko możesz powiedzieć pamiętaj. –obiją ją ramieniem i poszli dalej.
Weszli do domu,  Beili od razu wbiegła na górę do siebie rzuciła się na łóżko i zaczęła płakać, gdyż już dłużej nie mogła powstrzymywać swoich łez. Zauważyła, że Kastiela nie ma w domu jest u siebie więc, nikt jej nie wejdzie bez pukania. Była zmęczona tym wszystkim usnęła.
Rano jak się obudziła nie chciała iść do szkoły, była zmęczona psychicznie chciała trochę odpocząć i też jak by poszła do szkoły to by spotkała Nata i by pewnie wybuchła płaczem.
-Beili, do szkoły trzeba iść, wstawaj. –przez drzwi powiedział Chris.
-Źle się czuje, dziś nigdzie nie idę. – Chris wszedł zmartwiony do pokoju.
-Faktycznie jakoś tak blado wyglądasz, zrobię ci taki napój na przeziębienie. –poszedł do kuchni.
Beili leżała w łóżku, tak bardzo chciała się przytulić do Nata, ale jak przecież już jej nie kocha i spłynęła jej łza po policzku. Nagle do pokoju ktoś wparował, szybko przetarła łzę to była Rozalia.
-Co się dzieje? –usiadła koło niej Rozalia.
-Nic. –obróciła się do niej plecami.
-Mi takiego kitu nie wciśniesz gadaj. –dziewczyna złapała ją za ramie, by pokazać, że ma w niej oparcie.
-Nat ze mną wczoraj zerwał. –i znowu polały się łzy.
-Co?! To jest niemożliwe? –siedziała zaskoczona.
-No, ale taka prawda, chce zostać teraz sama. –położyła się z powrotem.
-Coś się musiało stać, że tak powiedział, ja się dziś dowiem co się stało i ci gwarantuje, że wszystko dobrze się skończy. –poklepała ją po ramieniu.
-Nie jestem tego pewna. –zakryła twarz poduszką.


O to jest nowy rozdział :P
Cieszę się, że ktoś jeszcze tu zagląda pomimo moich Błędów itp. :D
A tak jak to tym mowa, to mam prośbę, gdyż pod moim ostatnim rozdziałem były w stosunku do mnie nie miłe komentarze, jak mówicie o moich błędach itp. To to jest normalne, bo chcecie mi pokazać co robię źle, ale jedna osoba nie mówiła tylko o błędach, ale także pisała nie przemyślane zdania na mój temat oceniające mnie i mam prośbę, jeżeli koś chce pisać jaki kolwiek komentarz mówiący o mnie źle, a ta osoba mnie nie zna niech się powstrzyma, bo taka osoba nie jest fajna jak tak robi, tylko to świadczy o kulturze osobistej tej osoby i tylko się ośmiesza, więc takie komentarze oceniające mnie nie znając mnie będą usuwane, bo  to nie jest miłe dla mnie, ani dla innych czytających te komentarze. ;(
Tak więc mam nadzieje, że ten rozdział się wam podoba i nie zrobiłam aż tylu błędów co ostatnio chociaż je poprawiłam i nie ma tam już błędów no chyba, że jakieś przeoczyłam :P
Więc mam nadzieje, że będziecie komentować i czytać dalej ;)
Dziękuję i przepraszam, że tak długo nie pisałam ;]

PS . Mam zamiar zmieniać muzykę na blogu i bym chciała wiedzieć co chcecie słuchać i bym prosiła o nazwę zespołu czy wykonawcy i utwór, albo linka do wybranych piosenek przez was XD